Pozory mylą 9: Lyanna II
Podróż przez Krainy Burzy była wspaniałym doświadczeniem. Lyanna stwierdziła, że małżeństwo z Robertem Baratheonem nie byłoby aż takie złe, gdyby mogła codziennie jeździć po tej krainie. Deszczowe lasy, ciągnące się równiny, pola, na których powoli zaczynała kiełkować pszenica. To wszystko było wspaniałe, piękniejsze nawet niż skuta lodem Północ. Kolorowe i bajkowe. Bantis biegała z gracją niezmęczona całe dnie, jedynie może zirytowana Żółwiem, który cały czas ją spowalniał. Obładowany, jabłkowaty ogier z krzywym pyskiem, pozbawiony paru zębów, z grubym tyłkiem i krótkimi nogami, ogółem nieładny, był źródłem wiecznej złości Lyanny. Czym ona zasłużyła na to obrzydliwe stworzenie? Nawet nie mogła uciec. Ciotka tuż przed wyjazdem wymusiła na niej obietnicę, że wytrzyma aż do Summerhall w miarę spokojnie, a potem się wyszaleje. A Lyi aż się przykro robiło, widząc smutną minę ukochanej klaczki. – Spokojnie, słodyczko. Jeszcze tylko parę dni. Przywiążemy Żółwia w ruinach, a potem poga...