Posty

Pozory mylą 6: Eddard I

Późno, krótko i w nowej formie. Miałam straszny problem ze znalezieniem motywacji do  napisania tego rozdziału. Co sądzicie? Przyjemnie czyta się takie listy rodzeństwa? Wypadły w miarę naturalnie? I jak Wam się podoba nowy szablon? Drogi Nedzie! Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale nie znalazłam ostatnio czasu. Zima na południu jest łagodna, Bantis nadal może gnać galopem bez obawy o poślizgnięcie. Śniegu albo wcale nie ma, albo ledwo zakrywa ziemię. A Bran i Ben grzęzną pewnie po pas! A jak tam u Ciebie? Ile nasypało? Jon wspominał cokolwiek o pasowaniu? Wierzę, że na to zasługujesz. Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego znam i świetnie walczysz! Podpytaj go! Ile można zwlekać? Chcę już, aby mówiono do Ciebie ser. A Ty będziesz się uroczo rumienił… Co ty na to, braciszku? Uwielbiam Amberly. Danę z jej wiecznym opanowaniem i politowaniem skierowanym w moją stronę (nie żartuję, uwielbiam jak unosi tę ciemną brew i robi tę śmieszną minę, przypomina trochę babcię Marnę). ...

Pozory mylą 5: Oberyn I

Dolina okazała się zawodem równie wielkim, co Krainy Zachodu. Całkowicie monotonna, pełna pól i otoczona Górami Księżycowymi. Szare niebo przyprawiało go o melancholię, a lodowate temperatury i śnieg zniechęcały całkowicie do czegokolwiek. W dodatku Elia nie czuła się najlepiej. Już po kilku dniach kaszlała, jednak upierała się, aby kontynuować podróż. – Och, naprawdę myślisz, że pozwolę ci się wymigać od zaręczyn, braciszku? Po moim trupie! Oberyn również nie miał ochoty zostawać tu dłużej. Nic nie potrafiło zatrzymać jego zainteresowania na dłużej niż kilka minut. Jedyne miasto, Gulltown, nie miało żadnego charakteru. Owszem, widywał sporo ciekawych ludzi, ale raczej trzymali się własnego towarzystwa. A potem było tylko gorzej. Nikt poza lordem Graftonem nie zaserwował mu czegokolwiek zjadliwego, potrawy były mdłe, wino przesłodzone aż rzygać mu się chciało, gdy zasiadał do stołu. Tęsknił za palącymi przyprawami Dorne. Cieszył się, że przynajmniej zabrał Ellarię. Jego nowa f...

Pozory mylą 4: Lyanna I

Rozdział zedytowany 04.12.2019. Wprowadziłam poprawki z WS . Fabuła pozostała bez zmian. Wpatrywała się intensywnie w czerwony punkt, jakby chciała go wypalić spojrzeniem. Przełknęła ślinę i uniosła łuk. Przejechała palcami po suchym, wypolerowanym drewnie. Wyjęła pierwszą strzałę z kołczanu i, nie zwlekając ani chwili dłużej, napięła cięciwę i w mgnieniu oka puściła ją. Biała lotka wystawała z samego środka tarczy. Lyanna uśmiechnęła się. Odkąd skończyła dziewięć lat, ćwiczyła z łukiem – wpierw pod czujnym wzrokiem matki i zbrojmistrza, a później nauczyciela z Wysp Letnich, Mynaschana, na którego lord Rickard wydał fortunę. Początkowo Lya pragnęła miecza, ojciec zaś chciał z niej zrobić damę, w końcu jednak lady Lyarra uznała, że łuk to idealny kompromis, szczególnie że od przybycia Domerica Boltona do Winterfell ich córka przykładała się również do nauki historii, języków, etykiety, a nawet – ku olbrzymiemu zdziwieniu matki – szycia. Jednak gdy Lya poznała Dacey Mormont, ...